Zasypany – recenzja

Zasypany – recenzja

„Przypominam sobie, że jestem w Manchesterze i dziś o godzinie 20:45 zagram na Old Trafford. Trzeba wytrzeźwieć, bo choć pewnie zacznę na ławce, to zionąć w szatni piwem raczej nie wypada. To w końcu Liga Mistrzów…”

9 grudnia 1998r. wchodzi na boisko w 56 minucie meczu Ligi Mistrzów z Arsenalem. 20 minut później sadza na tyłku Davida Seamana i wyrównuje stan meczu na 1:1. Arsenal co prawda strzela jeszcze dwie bramki i wygrywa mecz, ale wydaje się, że 24-letni Sypniewski właśnie wjeżdża z futryną do dużej piłki. Dwa lata później pierwszy raz wychodzi w podstawowym składzie. Nikt nie spodziewa się, że na Old Trafford pierwszy raz okaże się zarazem ostatnim.

W roku 2007 został skazany na 18 miesięcy więzienia, za groźby karalne i psychiczne znęcanie się nad rodziną. Choć jak sam twierdzi – „za małpi rozum po gorzale”.

Czas pomiędzy Manchesterem a zakładem karnym przy ulicy Smutnej w Łodzi, to powolne, acz systematyczne, staczanie się na samo dno…

To mógłby być fragment autobiografii któregoś z wielkich skandalistów jak Paul Gascoine, czy George Best. Ale tak potoczyły się losy chłopaka z Bałut, który miał wszystko w swoich rękach, ale „głowa nie nadążyła”.

„Lepszego nie znałem. Głupszego też nie. Bo przecież nie tylko pech, zwłaszcza pech do ludzi, sprawił, że tak się to wszystko potoczyło.”

Z pozoru jest to kolejna autobiografia upadłego piłkarza, który próbuje podratować budżet, sprzedając nam historyjkę o ludzkiej głupocie i zmarnowanym wielkim potencjale. Oczywiście nie łudzę się, że względy finansowe nie odegrały tu kluczowej roli, a motywacją był jedynie czynnik edukacyjny. Ale książka porusza kilka ważnych problemów, a wiele naszych przypuszczeń znajduje w niej potwierdzenie.

Autor wspomnień próbuje rozliczyć środowisko piłkarskie z jego największej plagi – nałogów. Pokazuje też, że piłkarze często nie są psychicznie gotowi do wzięcia się z życiem za bary. Jest to pewien paradoks, bo każdy, kto spędził kilka lat w piłkarskiej szatni, na dowolnym poziomie, wie, że jest to jedno z najbardziej samczych miejsc na ziemi i jeśli ktoś wykazuje oznaki słabości, zostanie bezlitośnie zmielony. Życie jednak weryfikuje wszystko i często pojawia się absurdalny zarzut – nie miał kto przypilnować. Pod maską twardziela, często kryje się dziecko specjalnej troski.

„I Wami, młodzi piłkarze, może czytający tę książkę, też nikt się nie zajmie, gdy przegracie swoją wielką szansę. Odkrywam się przed Wami także po to, byście nie powtórzyli nawet dziesiątej części wszystkich moich błędów”.

Co sprawiło, że transfer do wielkiej Wisły, zamiast katapultą, stał się najczarniejszą chwilą w życiu Sypniewskiego. Chwilą, która naznaczyła jego późniejszą karierę? Dlaczego bał się awansować z ŁKS-em do ekstraklasy i dlaczego musiał uciekać z klubu, bo nie wyobrażał sobie, że mógłby w niej zagrać. Dlaczego uciekał przed asystentem selekcjonera reprezentacji i jak blisko było do stworzenia duetu w kadrze Szwecji ze Zlatanem?

„Dziś, po latach, myślę, że w klubie wszyscy doskonale wiedzieli, że piję. Ale grałem nieźle, więc nikomu to tak naprawdę nie przeszkadzało. Ludzie śmieją się, że na kacu grałem lepiej, niż na trzeźwo. (…) Niektórym tam się nawet ta zależność podobała i sami polewali, choć mówimy przecież o trzeciej, a potem drugiej lidze. W końcu i ja w to uwierzyłem. Najlepsze mecze rozgrywałem na megakacu.”

Zasypany to książka o zmaganiu się z depresją i nałogiem alkoholowym. Zmaganiu, które nie zakończyło się happy endem, choć epilog do tej historii jeszcze się pisze. Uważna lektura tej książki, może przynieść bardzo pożyteczne wnioski. Nie tylko dla piłkarzy, ale dla każdego, kto być może, stawia pierwszy krok w drodze do nałogu. A może nawet pozwoli tego kroku uniknąć.

„Wiecie skąd biorą się te piłkarskie nałogi? Z nudy. Zawodowy piłkarz, jeśli nie ma jakiejś pasji albo przynajmniej trójki dzieci, to głównie się nudzi. Po maksymalnie czterogodzinnych zajęciach w klubie (to naprawdę jest max!), co z dojazdem daje 5 godzin… koniec pracy, a często ćwiczy się tylko dwie godziny i po robocie jest się już w południe.”

Dariusz Wądrzyk

Żyję sportem, bo żyjąc bez pasji, nie żyjemy w pełni. Staram się patrzeć szerzej, dostrzegać więcej, dłużej myśleć. Różnić się. Czasem coś napiszę.

Dodaj komentarz

Zamknij menu