Szwajcaria w pigułce – za co pokochałam kraj czekolady i sera?

Szwajcaria w pigułce – za co pokochałam kraj czekolady i sera?

1. Alpejskie łąki i szczęśliwe krowy

Szwajcaria to kraj, który ma pod swoimi skrzydłami najbardziej imponujące tereny w Europie. Strzeliste przyprószone śniegiem góry, szmaragdowe jeziora, soczyście zielone trawy i potężne wodospady zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Myślę, że jest to jeden z głównych powodów, dla których trzeba się tam wybrać. Żadna fotografia, nawet najlepsza nie odda mnogości kolorów rozpościerających się na polanach, na których pasą się szczęśliwe krowy. W małych, malowniczych górskich miasteczkach nigdy nie jest nudno ponieważ nawet podczas szarej, deszczowej aury można podziwiać niesamowite spektakle tworzone przez kłębiące się nad szczytami chmury. Dzięki świetnie rozbudowanej infrastrukturze przemieszczanie się pociągami to czysta przyjemność. I właśnie tutaj mogę przejść do kolejnego punktu na mojej liście.

2. Przystanek na żądanie w skale

Podczas naszego wyjazdu dysponowaliśmy kartą Swiss Travel Pass, która umożliwiała nam łatwe podróżowanie koleją, drogą lądową oraz wodną po całym kraju! Dodatkowo dzięki tej karcie otrzymaliśmy do 50% zniżki na wybrane koleje linowe oraz bezpłatny wstęp do ponad 500 muzeów.  Korzystanie z biletu było bardzo proste, wystarczył kod QR, który skanował konduktor podczas kontroli. 

Byłam bardzo mile zaskoczona komfortem podróży jaki oferują szwajcarscy przewoźnicy. Mając na uwadze dobra naturalne tego kraju mamy do dyspozycji pociągi panoramiczne z wielkimi oknami, kolej tradycyjną  a co ciekawe na jej trasie możemy spotkać znaki informujące, że mijamy właśnie ciekawe miejsce na zrobienie zdjęcia. Pociąg w tym miejscu zwalnia, więc można nacieszyć widokami i przy otwartym oknie uchwycić najlepszy kadr. Wielkim zaskoczeniem był dla mnie przystanek na żądanie w  ścianie skały. Po naciśnięciu przycisku otwierały się metalowe drzwi i naszym oczom ukazało się wnętrze pociągu i uśmiechnięty maszynista zapraszający do swojej kabiny.  Bardzo fajną przygodą był również rejs ponad stuletnim statkiem parowym po błękitnym jeziorze Brienzersee. Oryginalny, zachowany z dawnych lat wystrój statku oraz załoga ubrana w dawne marynarskie stroje dodawała niesamowitego klimatu tej podróży.

Możliwości przemieszczania się  jest całe mnóstwo. Trasy pociągów, statków i kolei liniowych są bardzo malownicze i często prowadzą przez wysokie przełęcze, z których rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na góry i jeziora. Jednak jeśli ktoś uwielbia piesze wędrówki, to kraj ten ma do zaoferowania bardzo ciekawe długodystansowe szlaki turystyczne, lecz temat wymaga osobnego akapitu.

Szwajcarska kolej

3. Spacer u stóp potężnych czterotysięczników:  Eiger, Mönch oraz masyw Jungrau

Szwajcaria jest rekordzistą świata jeśli chodzi o oznakowane szlaki wędrowne. Posiada aż 65 tys km tras o różnych stopniach trudności. Dodatkowo kraj oferuje również szlaki długodystansowe, w tym ikoniczny i najbardziej popularny szlak Via Alpina, który prowadzi diagonalnie przez całą Szwajcarie. Posiada ponad 20 etapów a jego całkowita długość to 390 kilometrów! Podczas mojego pobytu miałam przyjemność przejść odcinek, który prowadzi tuż pod kultową, najdłużej niezdobytą i jedną z najtrudniejszych ścian w Europie – mowa tutaj o północnej ścianie góry Eiger. Oj tak, nie można było oderwać od niej wzroku.  Góra ta jest położona w towarzystwie masywu Jungfrau, na jej przełęcz prowadzi najwyżej położona w Europie kolejka zębata. Niestety rozwój turystyki nie zawsze ma dobry wpływ na krajobraz. Po kilku kilometrach spokojnego szlaku na przełęczy Kleine Scheidegg  pojawia się wielki hotel, restauracje oraz stacja kolejowa. Może dla niektórych możliwość wypicia espresso w ekskluzywnej restauracji z widokiem na Alpy to duża zaleta, lecz ja jednak wolę bardziej kameralne miejsca, a taka infrastruktura niszczy piękno i potęgę tych gór. Idąc dalej szlakiem schodzimy do niezwykle pięknej i zaskakującej doliny Lauterbrunnental – krainy 72 wodospadów.

4. Dolina jak ze snów

I choć byłam przekonana, że piękniej już być nie może to nagle naszym oczom ukazała się jedna z najgłębszych dolin w Alpach, bowiem różnica wysokości w Lauterbrunnental wynosi 3239 m. Miejsce to jest tak magiczne, że stało się inspiracją dla Tolkiena, kiedy pisał o dolinie Rivendell pojawiającej się w powieści Władca Pierścieni. W dół przemieszczaliśmy się z miejscowości Wengen. Jest to jedna z niewielu wiosek w Europie, gdzie nie ma ruchu samochodowego, a ludzie przemieszczają się elektryczną kolejką wąskotorową. Wieś jest także połączona z dolinami różnego rodzaju kolejkami linowymi i gondolowymi. Po drodze do podnóża doliny możemy podziwiać ją z każdej strony. Z urokliwego miasteczka  Mürren rozciąga się widok na całą panoramę i jej piękne strome ściany. Stamtąd możemy wsiąść do kolei linowej i zjechać na sam dół gdzie z uroczego miasteczka prowadzi droga do punktu widokowego przy imponującym wodospadzie Staubbach o wysokości 299 metrów. Jeśli to jeszcze nie jest wystarczająco przekonujące aby odwiedzić to miejsce to mogę jeszcze dodać, że z Mürren możemy dostać się na szczyt, gdzie słynny James Bond nagrywał kultową scenę w filmie James Bond: W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości.

5. Randka z Bondem na 2970 m.n.p.m? W Szwajcarii wszystko jest możliwe.

Bardzo oryginalnym i ciekawym turystycznie miejscem jest Szczyt Schilthorn z panoramiczną restauracją, muzeum James’a Bond’a oraz „mrożący krew w żyłach” szlak thrill walk. Miejsce, choć mocno komercyjne, ma do zaoferowani mnóstwo atrakcji. Niestety jest też dość tłoczno. Na samym szczycie góry mieliśmy okazje zjeść lunch w stylu James’a Bond’a w restauracji Piz Gloria i nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że restauracja się obraca! Jej kopuła podczas godziny dokonuje pełnego obrotu i stwarza możliwość oglądania panoramy 360 stopni z ponad 200 alpejskimi szczytami (radzę nie zostawiać rzeczy na parapecie bo dosłownie nam odjadą). Jest to świetne doświadczenie, podczas którego błędnik troszkę szaleje a do zawrotów głowy nie trzeba lampki szampana. 😉
Na szczycie dodatkowo można podziwiać interaktywne muzeum filmowe gdzie dostępne są liczne multimedia.

 

 

Po lunchu zjeżdżamy na szczyt Birg gdzie idziemy wystawić naszą psychikę na ciężką próbę… no dobra może przez mgłę nie aż tak ciężką. Mowa tutaj o wcześniej wspomnianym szlaku thrill walk. Do pokonania mamy Mostek nepalski, ośmio metrowy siatkowy tunel rozłożony nad przepaścią, czy szklaną podłogą o długości dwudziestu metrów. Wszystko „zawieszone” 1000 metrów nad ziemią więc duża dawka dobrej zabawy i adrenaliny gwarantowana!

6. Czekolada i Głowa Mnicha

Niestety nie znalazłam fioletowej krowy Milki, która daje czekoladowe mleko, ale szwajcarskiej czekolady próbowałam i się zakochałam. Słynna czekolada Toblerone z kultowym Matterhornem w logo rozpływa się w ustach, a jej wersji z różnymi dodatkami jest setki. Warto posmakować tego przysmaku w jego ojczystym kraju bo zapewniam, że nigdzie indziej nie smakuje tak dobrze.

Jeśli Szwajcaria to oczywiście sery! Istnieje aż 450 gatunków, nie próbowałam wszystkich ale mam swojego faworyta. Delikatny w konsystencji, orzechowy w smaku, rozpływający się w ustach ser o wdzięcznej nazwie Tête de Moine czyli Głowa Mnicha. Nazwa pochodzi ze sposobu krojenia i pakowania sera bowiem cieniutkie różyczki tworzą okrąg bez wypełnionego środka co symbolizuje fryzurę mnicha ze słynną łysiną na środku. 🙂

7. "Szczęśliwy jak Szwajcar" - czyli nieco o mentalności mieszkańców

Uwielbiam podróżować, poznawać zwyczaje i mentalność tubylców. Byłam w wielu krajach gdzie spotykałam bardzo uprzejmych ludzi ale muszę przyznać, że ilość uśmiechów, które wymieniłam ze zwykłymi mieszkańcami małych alpejskich wiosek bije rekordy. Szwajcarzy twierdzą, że mieszkają w raju co sprawia, że statystycznie są jednym z najbardziej szczęśliwych narodów świata. Kasjer, konduktor czy pasterz krów, niezależnie od zawodu, statusu społecznego, każdy z nich witał mnie z wielkim uśmiechem i życzył przyjemnego dnia. Te proste gesty niesamowicie umiliły mi pobyt.

*****

I oto właśnie poznaliście 7 powodów, które sprawiły, że Szwajcaria plasuje się na pierwszym miejscu krajów, w których się zakochałam. Jest to miejsce, w którym naładowałam baterie do pełna. Kocham góry a jeśli dodatkowo mogę w nich zasmakować sera w kształcie fryzury mnicha, czy rozkoszować się trójkątną czekoladą w kształcie góry, a to wszystko w otoczeniu uprzejmych mieszkańców, to chyba znak, że trafiłam do Raju.

A na koniec ciekawostka – czy wiedzieliście, że jest to kraj, który nie ma stolicy i posiada 4 języki urzędowe oraz jest jednym z dwóch krajów na świecie, który ma kwadratową flagę? 🙂

Monika Wąsowicz

Dodaj komentarz

Zamknij menu