Doctor Socrates. Piłkarz, filozof, legenda – recenzja

Doctor Socrates. Piłkarz, filozof, legenda – recenzja

Niezliczone godziny rozmów, ponad setka spotkań, dziesiątki odwiedzonych miejsc i lata pracy zaowocowały powstaniem dzieła o jednym z najwybitniejszych brazylijskich piłkarzy w historii. Andrew Downie przez wiele lat nosił się zamiarem stworzenia autobiografii  Socratesa, a sam bohater podchodził do tego pomysłu ze sporym entuzjazmem. Lata mijały i z różnych względów realizacja planu przesuwała się w czasie, w końcu jednak spełnił swoje marzenie i było mu dane przelać na karty książki tę niezwykłą historię. Niestety już bez udziału Socratesa, który zmarł kilka lat wcześniej.

Bez udziału bezpośredniego, bo można powiedzieć, że pośrednio Socrates uczestniczył w procesie jej tworzenia. Jedną ze składowych książki są bowiem niepublikowane wcześniej zapiski tworzone przez piłkarza, a innym ważnym elementem są rozmowy z ludźmi z jego najbliższego otoczenia. Autor przyznaje, że spotkał się z niezwykłą przychylnością oraz otwartością i niemal nikt  nie odmówił mu rozmowy.

Socrates był piłkarzem niezwykłym, antytezą profesjonalisty, zaprzeczeniem teorii, że tylko ciężka praca i bezgraniczne poświęcenie może zaprowadzić na szczyt. Kochał zabawę, kobiety i alkohol, ale ta miłość go niszczyła. Nie chciał być zawodowym piłkarzem, a może trafniejsze będzie stwierdzenie, że chciał być nie tylko piłkarzem. Futbol uważał za coś wspaniałego, ale nie najważniejszego w życiu. Podczas gdy dla wielu młodych chłopców gra w piłkę i zarabianie na tym pieniędzy pozostawały jedynie marzeniami, on je spełniał, wcale o tym nie marząc. Chciał skończyć studia i zostać lekarzem. Długo wahał się jaką drogę obrać, by w końcu postanowić na futbol, a gdy już zawiesi buty na kołku, spełniać się w medycynie. Jednak gdy karierę zakończył, uświadomił sobie, że tak naprawdę nie potrafi żyć bez piłki nożnej.  

Wszystko przychodziło mu łatwo, a wszędzie gdzie się pojawiał, wprowadzał własne zasady lub przynajmniej próbował to robić. Nigdy nie brakowało mu cywilnej odwagi, by mówić to, co mówić powinien,  a nie to, co mówić się opłaca. W czasach, gdy Brazylia znajdowała się pod wojskowym reżimowym butem, zdecydował się stanąć na czele Demokracji Corinthians, ruchu, który krzewił demokrację i liberalizm. Chciał uczyć ludzi, by nie bali się stawiać na swoim, wyrażać własne poglądy i reagować, gdy coś im się nie podoba.

Urodził się za późno lub za wcześnie. Nie trafił na złote pokolenie i nie było mu dane sięgnąć po mistrzostwo świata, dlatego być może nie jest wielbiony z taką czcią, na jaką zasługiwał. Nie zrobił też kariery w Europie, zapewnie głównie z powodu swojego nonkonformizmu i wrodzonej niechęci do wylewania siódmych potów na treningach. Gdy trafił do Włoch, futbol europejski był w fazie ewolucji i profesjonalizował się. Włosi nie zrozumieli Socratesa, a Socrates nie zrozumiał Włochów. Nie pasowali do siebie. Ale czy Doctor pasował gdziekolwiek poza swoim własnym światem?

Żył tak jak chciał, trenował, kiedy chciał i bawił się, kiedy chciał, a że chciał bawić się zawsze, tak właśnie czynił, nie bacząc na nic, ani na nikogo. Wszędzie był na chwilę i wszystko robił tymczasowo. Był niespokojnym duchem, o wielkiej ambicji, ale żył chyba jednocześnie ze świadomością, że nie będzie mu dane tej ambicji zaspokoić. Pęd do ciągłego stymulowania i przeżywania, oraz niemożność zatrzymania się choć na chwilę, działały destrukcyjnie, prowadząc niechybnie w jednym kierunku. I wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, a najbardziej on sam. Nigdy zresztą szczególnie kurczowo się tego życia nie trzymał.

Historia Socratesa to opowieść wielopłaszczyznowa. To opowieść o Brazylii, o brazylijskiej mentalności, o polityce, futbolu, ambicji… Książka ma w sobie coś poruszającego i czyta się ją z dużą przyjemnością, choć nie jest pozbawiona niedociągnięć. Rozkręca się dość długo i pierwsze kilkadziesiąt stron nie zwiastuje rewelacji, a że liczy ponad 400, to trudno ją błyskawicznie pochłonąć. Na szczęście z każdą kolejną stroną nabiera dynamiki, a końcówka kariery i życie po piłce, to już fascynująca opowieść. Można wręcz odnieść wrażenie, że autor z góry założył liczbę stron, jaką książka mieć powinna i z obawy, że zabraknie mu materiału, początkowe wątki niepotrzebnie rozwlekał, a kiedy zorientował się, że jednak będzie o czym pisać, drugą połowę zdecydowanie skondensował i przyśpieszył.

Trzeba też podkreślić, że wydawnictwo Arena oddało w nasze ręce książkę pod względem wizualnym wydaną fantastycznie. Moim zdaniem, polska wersja okładki, choć podobna, jest dalece bardziej atrakcyjna od oryginału.

Dariusz Wądrzyk

Żyję sportem, bo żyjąc bez pasji, nie żyjemy w pełni. Staram się patrzeć szerzej, dostrzegać więcej, dłużej myśleć. Różnić się. Czasem coś napiszę.

Dodaj komentarz

Zamknij menu